"Jego pojawienie się dało początek mojemu istnieniu. Nie mogę powiedzieć, że żyję. Byłoby to kłamstwem. Jestem bo jestem, bo ktoś tak postanowił i tak się stało. Nie mam rodziców. Zostałam sworzona ale nie w normalny sposób jak powstają małe dzieci czy inne stworzenia. Nawet nie jestem człowiekiem.
Moje pojawienie się było w jednym konkretnym celu, mam być wojownikiem, strażnikiem. Została podarowana mi wolna wola, jednak nie mogę przestać robić rzeczy do których zostałam powołana.
Nazywam się Mazikeen i jestem wojownikiem ciemności, pierwszym demonem.
Stworzono mnie jako najlepszą, nie ma lepszych demonów ode mnie. Bóg stworzył mnie abym broniła jego syna, upadłego anioła, który nosi wiele imion jednak najbardziej znane jest jedno- Lucyfer.
Odkąd Lucyfer sprzeciwił się Ojcu i został wygnany do piekieł aby zostać tam Królem, jestem zarazem jego sługą, obrońcą, wiernym towarzyszem oraz kochanką.
Kocham go, jest moim Panem. Zrobiłabym wszystko dla niego i jego bezpieczeństwa."
Szłam ciemnym korytarzem oświetlanym przez pochodnie wsłuchując się w jęki potępionych dusz. Były muzyką dla moich uszu. Czułam obecność wielu setek demonów, jednak teraz szukałam podświadomie tylko Jego. Nie musiałam chodzić po tych wszystkich korytarzach, celach i salach aby wiedzieć gdzie On jest. Byłam tak zaprogramowana, że zawsze wiedziałam gdzie jest, co robi, co czuje i co myśli. Dzięki temu zawsze wiedziałam czy jest bezpieczny.
Weszłam po schodach do sali tronowej. Ominęłam tron Króla Piekieł i poszłam do sali sypialnianej. Jeszcze przed drzwiami mogłam usłyszeć jęki pełne przyjemności i pragnienia.
Otworzyłam bez większego namysłu drzwi i zobaczyłam Go.
Lucyfer właśnie zabawiał się z dwoma seksownymi demonicami.
Skrzywiłam się.
-Maze!!!-odparł odpychając jedną z demonic łaszącą się przy jego boku.-Przyłączysz się??
-Przyszłam aby przekazać, że rozdrożni dostarczyli nowe dusze.
-Przestań myśleć o tym wszystkim i się zabaw!!-odparł wstając z łoża i kierując się w moją stronę.
Był nagi a mimo to nie krępowałam się. Tyle razy już go takiemu widziałam, że byłam do tego widoku przyzwyczajona.
Dotknął dłonią mojego policzka.
-Maze..
Spojrzałam do tyłu na dwie demonice, które zabawiały się teraz same.
-Tak??-spojrzałam mu w oczy.
-Chyba nie jesteś zazdrosna???
-Muszę wracać do swojej pracy. Udanej zabawy-odparłam wychodząc.
Czułam, że uraziłam go swoją odmową. Lubiłam seks z nim jednak gardziłam tymi wszystkimi podrzędnymi demonami. Wiedziałam, że dla niego one też nic nie znaczą. Nie to mnie bolało.
Niby demony nie mają uczuć, Lucyfer też tak myśli i niech tak pozostanie.